You are currently browsing the monthly archive for kwiecień 2007.

Za mną cuuuuuuuudowny weekend i z tego powodu dość często sama się do siebie uśmiecham ;) Te pół godziny w dżakuzi to naprawdę było coś. Monika sadła nie ma nic a nic, ale ze mną też nie jest tak źle, skoro mieściłam się w brodziku! A na koniec ploty z ciastem i czekoladą u Monisi oraz małe zagubienie się z Jerzykiem w drodze do domu. Ciekawie było. Kto by pomyślał, że te Świebodzice takie skomplikowane :P

Z jednego powodu nie cierpie jak robi się wiosna. Po moim pokoju ciągle coś fruwa i bzyczy. Muchy mieszkają u mnie, a potem zrzucają swoje zwłoki na moją podłogę. Okropne osy, pszczoły, czy jeszcze inne, byle w paski, notorycznie lądują za moją firanką, a mi robi się gorąco ze strachu i  panicznie spoglądam w stronę bzykani, mając nadzieję, że to coś nie wydostanie się zza firanki…

Do tego ciągle widzę kobiety w ciąży. Ciekawie spotkać koleżanki w ciąży, już byłe harcerki, z którymi byłam w drużynie mając 9 lat. Dużo czasu minęło, oj dużo.

Jestem kretynem, niezaprzeczalnie. W ramach rozgrzewki przed pisaniem wstępu do prezentacji na maturę z polskiego postanowiłam sprawdzić jak tam mają się terminy rekrutacji na studia. Nie wiem tylko, czy to ja mam sklerozę i wszystko pokręciłam, ale wszystkie te terminy nagle się pozmieniały i wszystko ma miejsce od początku lipca, a nie na jego koniec. Dziwne muszę przynać. No ale niech już będzie. Zagłębiając się w zastdy rekrutacji coraz mniej to wszystko rozumiem. W związku z tym Jerzyk został zasypany gradem moich pytań, gdyż nieświadomy niebezpieczeństwa, przebywał właśnie na gadulcu :> I w związku z tym, dziękuję Ci Jerzyku za cierpliwość i pomoc. :)

Siedzę sobie teraz dość mocno zdezorientowana po zgłębianiu zasad rekrutacji i wmawiam sobie, że to już rozumiem. Ratunku normalnie… Czy ten, kto to pisał, to w ogóle rozumie? Szczerze jednak wątpię.

Jestem szczęśliwa w związku z tym wszystkim. Dużo się dzieje ostanimi czasy, a ja lubię jak się dzieje.  I tak sobie myślę, że dam radę. Maturo bój się :P

 nocą,
gdy niebo było czarniejsze niż to w moich snach,
nocą,
podczas której nie było nawet gwiazd
nocą,
gdy koszmary były zamiast snów
nocą,
podczas której zgasł nawet księżyc
nocą,
gdy w ogrodach kwitły tylko czarne kwiaty
nocą,
wszystko boli bardziej
nocą,
pojawia się lęk
nocą,
zawsze płaczę
nocą,
wszystko jest dokładnie takie samo jak w dzień…

(31.01.2004)

Radosny dzień. Oj radosny i pozytywny. Taki miły i sympatyczny.

“Świadectwo jest dokumentem potwierdzającym posiadanie wykształcenia średniego.” Podoba mi się. No dumna jestem jak paw normalnie ;) Tak i dorosła, i wykształcona, i dumna, i szczęśliwa, i… tylko zdjęcie mam na nim okropne :P

Przede mną jeszcze tylko kilka czarnych dni w kalendarzu, a potem, aż do 29 czerwca błogość, spokój, cisza, odprężenie i… stres.

4 maja – polski pisemny, 7 maja – angielski pisemny, 17 maja (!!! – mój prowodyr stresu, lęków, stanów depresyjnych i czegoś tam,  nie wiem czego, jeszcze) – historia pisemna. 23 maja cudny angielski ustny, a 29 maja nie mniej cudny i przyprawiający o wyrzuty sumienia, że praca wciąż w lesie, polski ustny. A potem już po krzyku i miesiąc, taki jak wyżej.

Aj… a ja już żyje dyplomami na 100lecie skautingu, wycieczką w góry, sprawdzianem 1 czerwca, kursem wychowawców kolonijnych, moim wyjazdem na wakacje. A matura gdzieś tam, po drodze… jakby wciąż nierealnie…

A jutro miły dzionek się szykuje, w gronie trojga, naprawdę ciekawych i specyficznych ludzi :) Aaaa i znów ja i moje sadło idziemy na basen. Tym razem w towarzystwie 2… eee 3.. eee 2? sadeł. Bo sama nie wiem, czy Monisia sie do sadeł zalicza… ale watpie. No dobra. 2 i pół sadła :P

Dobrze mi. Ciesze sie. Tyle milych słów dziś. I mam to niesamowite poczucie, że po raz kolejny dokonałam czegoś ważnego, niesamowitego w swoim życiu. Wspaniałe uczucie.

Zaczęłam się uczyć. Teraz muszę być twarda!

W piątek koniec tego bajzlu. I dobrze. Trzeba zacząć wiele rzeczy od nowa. Tyle mam marzeń i planów, że aż sama nie mogę uwierzyć skąd się we mnie wzięło tyle odwagi. ;)

Chyba jestem szczęśliwa. Choć raczej nazwałabym to spokojem i nadzieją na lepsze.

Mogę i chcę to powiedzieć: Świecie, nadchodzę!

Jest mi dobrze…