You are currently browsing the monthly archive for maj 2007.

Wreszcie wakacje. Choć muszę przyznać, że szczególnie wczoraj, stres dał mi się we znaki. Dziś rano czułam się jakby ktoś całą mnie skopał i wszystko mnie fizycznie bolało. Zresztą co tu się dziwić po czymś takim. Na szczęście mogę powiedzieć, że mam już to za sobą i pozostaje mi się modlić (?), żeby była to ostatnia matura w moim życiu…

Dzięki maturze, konkretniej dniu poprzedniemu.. taaa, dzięki niemu.. jaaaaasne! Przez wczorajszy dzień dowiedziałam się po raz zresztą kolejny jak władza w rękach człowieka potrafi go zaślepić tak, że tylko chce pokazać co może nie licząc się z drugim człowiekiem, jego marzeniami itp. Potrafi tylko wykorzystywać swoją władzę przeciwko komuś, a nie dla kogoś. Już nawet nie mam do nikogo żalu, czy pretensji. Jest mi tylko tak cholernie przykro…

Dziś siedząc rano taka skopana przed telewizorem z tej racji ze nic w TV nie było ciekawego, zastanawiałam się co muszę dziś zrobić. Nic nie muszę. To naprawdę było najdziwniejsze uczucie od kilku dni, nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu… Niesamowite. Aktualnie w żółwim tempie zaspokojam swój głód czytania. Wreszcie mam czas by przeczytać “Kod Leonarda da Vinci”, no naprawdę jestem w tyle… Przyjemnie jest mieć czas na to co się lubi :)

Przyglądam się ostatnimi czasy aferze (dobre słowo) teletubisiowej. No już nawet mój “ukochany” minister Giertych mówi, że nie są złe i jego dzieci je oglądają ;) Zazdroszczę mu tylko torebki, którą dostał od Moniki Olejnik. No ale dziś z okazji Dnia Dziecka (odrobinkę przedwcześnie :P) dostałam swoją torebkę ;) I niech teraz minister mi zazdrości! Szkoda tylko, że nasi politycy zajmują się teletubisiami, a nie służbą zdrowia, tym, że ludzi nie stać na normalne i godne życie. Że emeryci nie mają się za co leczyć, a dzieci nie mają wyprawki do przedszkola, bo rodziców na to nie stać. I nauczycielom też współczuje, bo po pierwsze sama za jakiś czas będę pedagogiem, a po drugie przeżyłam już kilka obozów z młodzieżą tzw. cywilną…

I tak się zastanawiam, czy w jakimś choćby małym stopniu jestem patriotką. Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ktoś kiedyś powiedział “Tam ojczyzna, gdzie chleb.” A tu? Tu na chleb czasem nawet nie starcza. Politycy dumnie mówią, że za 15 lat (!) coś się zmieni w tym kraju na lepsze. Za piętnaście lat w tym kraju już nie będę miała ani chęci, ani sił aby urodzić dziecko, mieć kochającego męża i zamiast być sfrustrowaną kobietą, stać się szczęśliwą żoną i matką. Chińczyki i te inne ludzie pracujące na stadionie 100lecia mówią, że tu “Nie ma dla nas praca. Tu dla Polaka nie ma praca!” Że też w tylu słowach udało mu się zawrzeć tyle brutalnej prawdy. Uczcie się politycy mówić o rzeczach najistotniejszych od zwykłego człowieka! ; Może gdyby nie to, że najpłynniej mówię właśnie w języku polskim, to już teraz zdecydowałabym się na studia za granicą. Może gdyby nie to, że przyszło nam się wstydzić za ludzi rządzących reprezentujących nasz kraj, to z większą werwą potrafiłabym walczyć o swoje marzenia. Może, gdybym nie mówiła po polsku od urodzenia mogłabym spelniać moje marzenia i nie martwić się o byt, przyszłość i godne umieranie? Mam 19 lat, a nawet nie wiem, czy tutaj jest ten chleb i ta moja ojczyzna…

I już na koniec wiersz/piosenka odzwierciedlająca moje braki emocjonalne:

Pyłem księżycowym
na Twoich stopach być,
wiatrem we włosach.
Mlekiem w Twoim kubku być
nawet papierosem.
Ścieżką pośród habrów,
ławką, na której spoczywasz,
książką, którą czytasz.
Przeszyć Cię jak nitka,
otoczyć jak przestwór.
Być porami roku
dla twych pięknych oczu
i ogniem w kominku…
i ogniem w kominku…
I dachem, co chroni przed deszczem.

Hmmm…

Praga

W nocy oglądanie “Robotów” i pisanie wiersza na telefonie, bo po kartkę i długopis było zdecydowanie za daleko. Za męcząco i w ogóle za…

Śniadanie do łóżka. Podobało mi się.

Przed zaśnięciem planowanie. Od jutra nauka, zostało 10 dni i trzeba przysiąść. Rano myśli, że niby po co to wszystko. I tak nie zdążę. Potem znów myśli, że trzeba, bo o marzenia się walczy. Nie to żeby matura była moim marzeniem, bo marzenia nie są tak nudne jak matura. Ale to co będę mogła spełnić jak zdam, zdecydowanie jest marzeniami. Dużo tego. I za sobą też już nie nadążam.

Wczoraj kulturalnie chciałam sobie sprawdzić odpowiedzi z angielskiego, te co pamiętam. No ale to okazało się niemożliwe, gdyż durna gazeta pomyliła odpowiedzi. Pozmieniała kolejność czegoś tam i już nic nie mogę sprawdzić. Jak mało rzeczy mnie denerwuje, to to chwilowo wyprowadziło mnie z równowagi. Tak więc oprócz totalnej niepewności, wrażenia z matury to: było trudne, napisałam wszystko, jestem zadowolona z pisania (jak nigdy), a totalnie niezadowolona z czytania (chyba jestem debilem, bo to już drugie czytanie ze zrozumieniem, z którego jestem niezadowolona…).

Z polskiego też jestem zadowolona. Jak mało kto, z tego co widziałam. Ale czytać ze zrozumieniem chyba naprawdę nie umiem. No już trudno.

A u jednego jubilera w Wałbrzychu sprzedawali: złoto, srebro i czas. Chyba się tam przejdę po to trzecie…

Wszyscy na około kupują sobie cyfrówki. A mój sms za 61groszy nie zadziałał w konkursie i ja nie będę mieć cyfrówki. No już trudno.

Nie wierzę w ból istnienia,
w te dywagacje o życiu i śmierci.
Zastanawiam się,
bo mam marzenia.
Myślę, bo inaczej nie potrafię.
Śnię,
bo mój mózg odpoczywa od odrzucanych myśli,
karmi się na nowo chorymi na grypę
urojeniami o czymś,
o czym za dnia już nie pamiętam.
Miewam sny erotyczne w czarnych,
seksownych pończochach,
w których nikt nie bierze mnie za zdzirę.
Po obudzeniu
noszę skarpetki w paski
i wielkie czarny okulary…
bez szkieł.

(8.05.2007)

Muszę to powiedzieć. Pierwszy egzamin maturalny mam już za sobą. I ku mojemu naprawdę przyjemnemu zaskoczeniu nie wszystkie odpowiedzi do czytania ze zrozumieniem mam źle. A to oznacza, że część jest dobrze! Łaaaaaa Naprawdę nie mogło być milszej wiadomości tego ranka.

Dostałam sms od linii lotniczych. A co. Więc to już nieuniknione. Cieszę się. Naprawdę. Tylko jestem zmęczona i odrobine mniej entuzjastyczna. Głowa w chmurach. No a przynajmniej za Wielką Wodą.

Zarówno maj, jak i czerwiec będą miesiącami pożegnań. Nie powiem, żeby mi się to podobało.

Ogarnęło mnie dziś jakieś wielkie zmęczenie. Nie wiem czy gdzieś dziś iść czy nie. Chyba ostatnio mam problemy z podejmowaniem takich decyzji. Nawet wiem czemu. No ale jeszcze nic nie zmieniam, poczekam do czerwca. Ale czy początku czy końca, to jeszcze nie wiem.

Chciałabym, żeby było już po tych wszystkich egzaminach.

Chciałabym, żeby był już poniedziałek.

A nad nami srebrni Aniołowie czuwają...