You are currently browsing the monthly archive for lipiec 2007.
… mojego organizmu.
Czy mozna uzaleznic sie od pracy? A konkretniej jej wykonywania? Chyba mozna. A przynajmniej moj organizm moze. Gdy mam dzien wolny od pracy, budze sie rano i nie moge zgiac palcow. Mam spuchniete dlonie i nienawidze ich jeszcze bardziej niz zwykle.
Natomiast gdy pracuje wszystko jest w jak najlepszym porzadku. Dziwne. Moze jakis nowy rodzaj choroby? Lubie choroby, wiec czemu by nie miec nowej? Coz.
Poza tym jest super.
I ogolnie to zabrala mnie juz powodz.
Jakis afganczyk porwal mnie i wyznal milosc. Mam zostac jego zona. Tylko nie wiem ktora. Nie wiem czy ma jakas. Ale mi to nie przeszkadza. Luz.
I nic nie jest depresyjne. Poza tym, ze tesknie. I tyle.
Lubie moja prace. Naprawde. Tylko nie wiem ile podolam wstawac o 4 ilestam, zeby o 5 wyjechac do pracy. Rano oczywiscie. Tylko nie cierpie mojej superwajzerki, na widok ktorej bierze mnie frustracja, a juz po pracy z nia dostaje (brzydkie slowo).
Jutro znow do pracy. I w niedziele. I w poniedzialek. A potem raczej znow… A w piatek przyszly pierwsza wyplata. Juz wiem ze zagine w dwoch sklepach. Luuubieee… Maj preszjes :D
Tak sobie ostatnio rozmyslam. Wszyscy polacy narzekaja na Anglie. Ze im sie nie podoba. Ze ciezko, ze cos tam, ze oni tylko dla funtow, ze tu nie da sie normalnie zyc.
I moze jakas dziwna jestem, ale podoba mi sie tu. To miasto. To ze kazdy moze tu byc jaki chce. Ubierac sie jak chce, wygladac jak chce. Wszystko jak chce. Wszyscy uprzejmi, tysiace usmiechow, pomocna dlon jak cos.
I tez to, ze mozna tu normalnie zyc. Ze za moja wyplate tygodniowa moge zaplacic mieszkanie, normalnie jesc, kupic sobie ciuchy i co tam chce, a takze nie rezygnowac z przyjemnosci. I zeby nie bylo, pracuje za najnizsza krajowa. Moze polakom tu sie nie podoba, bo oni sobie tych przyjemnosci odmawiaja, zeby tylko FUNTY do Polski przywiezc? Wspolczuje im. Naprawde.
Mam wrazenie ze w swoim zyciu jeszcze nie raz tu wroce. Przyjade.
Zle mi tylko, bo juz NIBY od dwoch dni wyniki rekrutacji na studia maja byc opublikowane. Ale list nie ma. Wiec co robic? Kocham Polske… Nie naprawde.
Tak jakos ten…
Pierwsza notka z serii tych zagramanicznych, wiec bez polskich liter, a po cudownie odzyskanym pradzie.
Wczoraj po juz chyba tygodniu braku pradu i cieplej wody, wychodze z pokoju, a tu swiatelko sie na schodach na dole swieci, wiec krzycze, ze ja tez chce. Za chwile tup tup tup tup itd. i wpada banda 15 chinczykow… No to jestesmy uratowani! Wywala tych kretynow, ktorzy zadymiali i przez ktorych nie bylo pradu i wody. Mala chinka (wlascicielka) krzyczy, bo tym razem ma chinska obstawe, open! open! get out, get out! “potulni” lokatorzy na to ze tomorrow, a chinka ze not tomorrow! today! i takie tam… I kolej w srodku nocy zostal wywalony z chaty.. mrauuu.
Najpierw wylaczyla prad, potem calkowicie wode. W koncu zimna woda wrocila – cieszylismy sie… Potem zabila drzwi, co to by wyjsc nie mogli. Straszyla ze nasle na nich wielkich murzynow – ochroniarzy z jej Night Clubu. Az w koncu wpadla “armia” chinczykow i zrobili porzadek. W kupie sila! Malymi grupkami po 2-3 miliony… :-) Ja nie wiem… jakies chinskie metody…
Zmeczona jakas jestem, moze troche smutna…
Podoba mi sie tu. Lezalam na zielonym do bolu trawniku. Jadlam bezowe kebaby i angielskie cookies. I wiele innych rzeczy, lacznie z polska zupka w proszku – amore pomidore :D
Ide prasowac ubranka, skoro juz jest prad…
Ja i moj kochany braciszek na laweczce nad Tamiza z trawnikami w tle:






