You are currently browsing the monthly archive for sierpień, 2007.
Troche czasu juz minelo odkad tu jestem. No nawet sporo. Gdzies w plikach odgrzebalam zdjecie, jedno z pierwszych, bo lecialysmy wtedy samolotem :)
Unikalne widoki prosze raz:

I tak wspominam sobie, co sie wydarzylo. To co jeszcze moze sie wydarzyc. To co zostalo w Polsce i mysle o tym co siedzi w mojej glowie.
Jak zwykle za duzo mysli, za duzo spraw.
Apropo wspomnien, to to zdjecie powstalo po powrocie brata do Angli. Przywitalysmy go milym akcencikiem na dobry poczatek. Chyba mu sie podobalo. :)

Jak na prawdziwe sielankowe zycie przystalo mam takze czas na obijanie sie. Wytypowalam kilka najlepszych miejsc w tym oto zagranicznym moim swiecie. Jednym z najblizszych jest park z Lwem. Jedni mowia ‘lajn’ inni mowia ‘ljon’ a jeszcze inni inaczej. Po polskiemu w kazdym badz razie bedzie Lew:) Dlaczego? Bo na srodku stoi sobie takie wielki monument z wielkim Lwem, ktory posiada rownie wielkie przyrodzenie jak on sam…. (pozostawie bez wiekszego komentarza).
Smiem twierdzic, iz budowal to jakis facet… ;)
A oto zdjecie zrobione w pierwszy dzien po moim przybyciu do UK.

Aktualnie nie nosze jeansow na codzien, bo to nieladnie. Jeansy to tylko do pracy itp. Kobieta ma byc kobieca…. A bzydurya! ;) (Jasne ze nosze.. ale te akurat sluza do pracy).
Naszym, czyli moim i Danusi, a po malu tez naszych znajomych, jest zabranie odpowiedniego prowiantu do parku, koca i dobrego humoru oraz APARATU. Plan jest taki: rozkladamy koc, sciagamy buty, ukladamy sie wygodnie i palaszujemy cale pudelko lodow :>

I oczywiscie mnie przylapali….
Ten park jest najblizej. Jest jeszcze jeden. Wzdluz Tamizy, ogromne polacie trawska…
I jest jeszcze jeden, na Caversham’ie. Tez nad Tamiza. Z klubami sportow wodnych, jakich tylko chcesz. I jeszcze sie pochwale, ze na jednym z magazynow z lodkami wisiala wielka skautowa koniczynka… Czyzby jakas druzyna skautek? :) Az mi sie milo zrobilo i obcokrajowym znajomym sie pochwalilam ze to to… No dobra… takie male zboczenie. Zawodowe. Rzecz jasna. :)
:* dla Jerzyka
:* dla Mariusza
:)
Dawno mnie tu nie bylo. Cholernie dawno. Ten czas jakos dziwnie plynie, nieublaganie, za szybko. Tak, tak, za szybko.
Zarowno dzis, jak i tydzien temu w niedziele bylam nad Oceanem z przyjaciolmi. Az mi dech w piersiach odebralo. Ten zapach, ten smak (boszzzz… do tej pory czuje sol w ustach!), ten widok…
Mimo, iz sobie tutaj normalnie zyje, z czasem na relaks rowniez, to chyba pierwszy raz tak naprawde wypoczelam nad oceanem. Nie rozmawialismy o pracy, funtach. Tylko plaza, relaks, sloneczko…. Az niemozliwe ze ja wylezalam na plazy bez marudzenia. No dobra, bez wiekszego marudzenia :) I nawet sie opalilam. I nawet poltorej mojej nogi i brzuch gdzieniegdzie (nie wiem, moze ja krzywa jakas jestem?). Dzis wprawdzie nic a nic mnie Slonko nie chwycili… kto wie, moze mu sie moje paski bialo - ciemne na brzuchu podobaja? Slonku oczywiscie. Bo komoz by innemu? :)
No ale cudownie. Naprawde. I dla swojego relaksu i zaspokojenia wrodzonego wredoctwa zamieszczam ponizej zdjecie tegoz to cudownego miejsca na ziemi :)

I jeszcze rybcia. Co to zeby sie malej Kasi nie nudzilo :)

A na tej plazy bywam w srodku tygodnia. Tak, tak, dobrze widac. Srodek miasta, srodek ’shopping centre’, tuz nad rzeczka :) I zawsze kupujemy ice creamy w tym McD na przeciwko i prawie jak w Bournemouth. Tzn nad Oceanem :)






