You are currently browsing the daily archive for listopad 14th, 2007.

Wszystko zaczęło się jakiś czas temu. Może właśnie od powrotu z Angli. Życzliwie pomaga mi w tym pogoda, temperatura, ostatnio chyba już nawet poniżej zera. Pomagają moje przemarznięte stopy mimo skarpet i wełnianych skarpeto-papciów i czasem zimny czubek nosa.

Od środy tygodnia zeszłego, czyli przylotu do piątku wieczorem prawie zamknięta szczelnie w swym pokoju na piętrze upajałam się swoją samotnością. Jesienią w końcu wolno się troszkę bardziej nad sobą poużalać.

Człowiek ma jakby więcej czasu na myślenie. Planowanie także. Mama zaproponowała sobotni basen. Przy okazji narodził się pomysł odwiedzenia w końcu ukochanej Moniki oraz wielkie przeprosiny za niesubordynację.

Umyłam się nawet, odgruzowałam, doprowadziłam do stanu używalności, zrobiłam na bóstwo. Zakupy w tesco to taki dobry środek motywujący, żeby wyjść z domu w piątek wieczorem. A raczej pretekst, żeby nie zgnić. W sobotę zarzuciliśmy samotność, wręcz uzewnętrzniliśmy się na ludzi. W niedzilę również, na 5 godzinnej jeździe na prawo jazdy. Ale potem się zaczęło. Ulubiona i jedyna warta zaintersowania kobieca gazeta “Zwierciadło”. W końcu artykuł “Jak normalne kobiety”, a tam “Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie.” Piosenka od kolegi i na nowo. Dwa dni na okrągło jedna piosenka w Winampie. “List do M.”, w głowie wspomnienie filmu “Skazany na bluesa”, trochę swoich myśli, kilka uronionych łez. Potem ciekawe informacje, bądź co bądź o miłości, tylko co z tego skoro nie do mnie, ani nie o mnie. I tak po chwili słuchania czegoś o pozytywnym natężeniu powracam myślami do “ogarnia mnie, przenika mnie.”

Wyciągnięcie mnie z domu ostatnimi czasy graniczy z cudem. Bo w końcu po co i do kogo? Na dworze zimno, z kasą tak sobie. Postarzałam się, przyznać muszę. Wieczorami czasem przymusza koniecznością i obowiązkiem, narzucam kurtkę, pod czapką chowam włosy, które w obecnym stanie pozostawiają wiele do życzenia i idę do sklepu.

Moje uzewnętrznianie się, problemy z sercem jakoś nie przejmują nikogo, nikną gdzieś w codzienności.

Dobrze mi tu. Tylko tak cholernie samotnie…

“Samotność, to taka straszna trwoga.
Ogarnia mnie, przenika mnie…
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
że nie ma Boga, nie…
Nie ma Boga NIE!!!”
m