Tyle zostało do wyjazdu.

Czas w końcu przestać się oszukiwać, że ze wszystkim spokojnie zdąrzę i nadal nic nie robić.

Za dwa dni jedzie brat, trzeba mu wpakować to i owo do walizki. Tylko co, skoro pokój w kiepskim stanie, że nawet spodni nie moge znaleźć żeby wyjść z domu?

Do tego na wadze wyświetla się chyba tyle więcej ile dni zostało do wyjazdu. Katastrofa. Albo i gorzej. W nic się nie mieszczę. Najlepiej mi w domowych dresach :>

Tak więc moim aktualnym marzeniem jest, aby ubyło mi tu i tam, także w kilogramach ;)
Ostatnio w telewizji wypowiadał się jakiś chłopak, że on nie potrzebuje postanowień noworocznych, bo jest idelany i nic nie musi w sobie zmieniać.
Ot mój ideał samopoczucia :)

A dziś znikło ciasto. Upiekłam wczoraj wieczorem, a dziś… nawet okruszków nie było. Szkoda, że nie mogłam spróbować, bo pewnie było dobre…

I w prezencie troszkę uśmiechu na Nowy Rok :)

klakier