Ostatniej niedzieli, więc już ze dwa dni temu, powstała pomidorowa. Zupa.

Nie bele jaka zupa, bo pomidorowa. Moja ulubiona.

Na dodatek była pierwsza. Moja pierwsza, własnoręczna. Gęsta, pyszna. Ze śmietaną. Brat zamilkł. Uszy się trzęsły. Pytam, czy smakuje. “Nie przeszkadzaj”. :)

pomidorowa

Lubię właśnie tę zupę. Zwłaszcza gdy jest gęsta. Taka szybka do zrobienia, a wyśmienita. Brzmi banalnie, ale najlepszą robiła babcia Ira i mama. Z kluskami lanymi. Mlask, mlask.

Następna moja będzie z kluskami. Obiecuję to sobie.

Ach, zapomniałabym. Dziękuję Ci Jerzyku, że pilnowałeś zupy, kiedy myłam naczynia. Nic się nie przypaliło. :)

Jerzyku :*