Szlismy z bratem ostatnio po Tesco, chyba ze zeszlej niedzieli. Przemierzalismy polka za polka, zeby zrealizowac “mam ochote na cos dobrego!” Mijamy slodkosci ( a co? :P ) i nagle brat przystaje, usmiecha sie tajemniczo. Podchodze. Okazuje sie, ze patrzymy na jakies ciekawe… hm… cukierki chyba.
- O jaaaa! Jadlem takie za szczyla. Tato przywozil je z Wegier. – Po czym wpakowal pudelko do koszyka.
Nie wiedzialam szczerze mowiac o czym to brat mowi. Gdyz te 8 lat roznicy miedzy nami robi swoje. Smaki juz nie te, miejsca juz nie te…
W domu, czym predzej rozpakowalismy zdobycz “dziecinstwa”. Brat rozplynal sie na krzesle stwierdzajac, ze to dokladnie taki sam smak jak wtedy.
- Napisz tacie czy pamieta te cukierki. Musi pamietac. – Spytalam. Z ciekawosci. Nie pamietal, bo jak to stwierdzil: “Przeciez to on je zarl a nie ja” :)
Sprobowalam. Nie musial mnie dlugo namawiac.
Nie umiem okreslic tego smaku. Rozplywajace sie w ustach pistacje, kawalki wisni w miekkiej bialej puszystej masie, jak pianka. Niektore oblade gorzka czekolada… Niepotrzebnie, oj niepotrzebnie.
Mam wrazenie ze skads znam ten smak… skads go kurcze znam…








2 comments
Comments feed for this article
kwiecień 28, 2008 @ 3:35 pm
Jerzyk
może jednak Waszego wspólnego:)
a czerwiec już prawie za miesiąc;-)
kwiecień 28, 2008 @ 6:57 pm
mafefcia
Przychodza mi dwie rzeczy na mysl w zwiazku z czerwcem. O ktorej z nich mowa?