You are currently browsing the monthly archive for maj 2008.
Mozna by rzec, ze wszystko przez kalafior. I kalafiora gotowanie. Zapach rozbudzil moje wiosenno-warzywne rzadze, ktore wyartukuowane zdenerwowaly brata i malo nie dostalam po lbie!
Tak przypomnialo mi sie, jak mozna pojsc za dom i nozyczkami uciac troche swiezego szczypiorku posadzonego przez mame. Jak wyrwac swiezutka i soczysta rzodkieweczke z ziemi, rozejrzec sie dookola i znalezc soczyscie zielona salate, ktorej nie znajdzie sie w sklepach. W domu umyc, pokroic rzodkieweczke w plasterki, zjesc kilka “przy okazji”… A potem chlebek posmarowac maselkiem, polozyc salate, kawalek szynki, poukladac plasterki rzodkiewki tak, ze ledwo sie mieszcza i posypac szczypiorkiem!
Potem zetrzec rzodkiewke na tarce, posiekac drobniutko szczypiorek i wymieszac z serem bialym doprawionym smietana… sol, pieprz… mniam mniam..
Kiedys, jak dziadkowie zyli, mielismy prawdziwa plantacje za domem. Marcheweczka, ziemniaki, TRUSKAWKI!!!, pomidorki… Pamietam te pomidorki, pyszne, krzaczki uginaly sie pod ich ciezarem, ledwo trzymajac sie patykow wbitych im do pomocy ;)
I jeszcze mamy sloneczniki ogrodowe sprzed paru lat, ktore urosly 2 metry w gore… ;)
Ale niestety, tutaj ani ogrodeczka, ani rzodkieweczki czy szczypiorku… Tylko jakies Radish, salad bunch…
Dobrze, ze kalafior byl dobry :)
Dodaje dopiero teraz, gdyz mam wreszcie chwile by to zrobic. W piatek pojechalam znow do Shrewsbury. Tym razem zero zdjec, gdyz nie bylo co uwieczniac. Spalam, marudzilam, jadlam, spacerowalam. I tyle. Ale co tam, mozna czasem poleniuchowac.
Pogoda wciaz piekna. Az za piekna. Gdyz w moim pokoju robi sie sauna od godziny 12-13! Wiec jak wracam z pracy to wprost do tej sauny. Okno na osciez, drzwi tak samo – szcztuczny przeciag to jedyny pozyteczny wynalazek w tym okresie.
Wczoraj spedzilam z bratem dzien w parku jedzac lody ;) Niedziela musi w koncu byc rodzinna! Jak zwykle bez aparatu. Kiedy ja sie w koncu naucze ?!
I moje czwartkowe arcydzielo. Mleczyk!
Obawiam sie jednak, ze sezon dopiero sie zaczal ;-)
Chcialabym przeslac specjalne pozdrowienia dla Jerzyka :*
Tak mi sie wlasnie nasunelo na mysl z tym majem – rajem. To chyba przez pogode. Musze przyznac, ze maj zwariowal. Temperatura nie spada pozniej 20 stopni od tygodnia bodajze! Niestety nie jest to rzeskie lato, tylko goraca i duszna wiosna. Jest wilgotno, parno. Po zrobieniu jednego kroku pot leje sie z czola…
Ale wieczorem jest pieknie. Slonce zachodzi po 20.. wieje chlodny wiaterek (moze nie u mnie w pokoju, gdzie nawet przy przeciagu nie da sie wysiedziec z goraca). Zrobilo sie juz zielono. Nawet nie wiem kiedy ;) Tylko te mury i mury… Ale czasem gdzies mijam drzewa, trawe. Ostatnio taki widok z pociagu. I wczoraj w srodku miasta. Az mi dech zaparlo, jak swiatlo wibrowalo miedzy liscmi i padalo na trawe.
Zalowalam oczywiscie braku sprzetu przy sobie. Zreszta.. tak przeciez ulatuja najpiekniejsze momenty ;)
Pojde dzis po szkole. Moze sie uda? Moze znow kogos spotkam, tak jak wczoraj?
Radosnie jest.
Jedynie tylko na sobie samej przestalo mi zalezec. Nie podobam sie sobie, mimo ze codziennie slysze ze swietnie wygladam, albo ze jestem piekna. Ech… (tak tak, moj post nie mogl byc tak wspaniale optymistyczny do konca :P)








