You are currently browsing the daily archive for maj 22nd, 2008.

Mozna by rzec, ze wszystko przez kalafior. I kalafiora gotowanie. Zapach rozbudzil moje wiosenno-warzywne rzadze, ktore wyartukuowane zdenerwowaly brata i malo nie dostalam po lbie!

Tak przypomnialo mi sie, jak mozna pojsc za dom i nozyczkami uciac troche swiezego szczypiorku posadzonego przez mame. Jak wyrwac swiezutka i soczysta rzodkieweczke z ziemi, rozejrzec sie dookola i znalezc soczyscie zielona salate, ktorej nie znajdzie sie w sklepach. W domu umyc, pokroic rzodkieweczke w plasterki, zjesc kilka “przy okazji”… A potem chlebek posmarowac maselkiem, polozyc salate, kawalek szynki, poukladac plasterki rzodkiewki tak, ze ledwo sie mieszcza i posypac szczypiorkiem!

Potem zetrzec rzodkiewke na tarce, posiekac drobniutko szczypiorek i wymieszac z serem bialym doprawionym smietana… sol, pieprz… mniam mniam..

Kiedys, jak dziadkowie zyli, mielismy prawdziwa plantacje za domem. Marcheweczka, ziemniaki, TRUSKAWKI!!!, pomidorki… Pamietam te pomidorki, pyszne, krzaczki uginaly sie pod ich ciezarem, ledwo trzymajac sie patykow wbitych im do pomocy ;)

I jeszcze mamy sloneczniki ogrodowe sprzed paru lat, ktore urosly 2 metry w gore… ;)

Ale niestety, tutaj ani ogrodeczka, ani rzodkieweczki czy szczypiorku… Tylko jakies Radish, salad bunch…

Dobrze, ze kalafior byl dobry :)