You are currently browsing the monthly archive for lipiec 2008.

Idac do pracy oberwalam deszczem. Mimo parasola niestety. Dzien zaczal sie dobrze, a konczy sie w zamysleniu. Pogoda sie polepszyla, wyszlo slonce. Niestety ten cieply letni wiatr zmienil sie w zimna wichure, ktora targa firanka, drzwiami i wlatuje mi pod koszulke robiac dreszcze.

Od jakiegos czasu przymykam oczy, zamyslam sie mimo woli. Potem zamyslam sie swiadomie, apropo mysli, ktore przyszly mimo woli. Ostatnio mam nad czym rozmyslac niestety. A moze i stety? I w tym wlasnie problem bo nie wiem.

Jedne sprawy skonczyly sie dosc smutno, ale juz jest dobrze. O dziwo szybko, choc sentyment zawsze pewnie bedzie. Inne sprawy zaczely sie za szybko i za skomplikowanie. Wtargnal w moj spokoj z cala swoja moca i intensywnoscia. Mamy dac temu czas. I dobrze, choc boje sie tego czasu. On przynosi rozne wiadomosci, czasem rozpala, czasem gasi. Choc i podobno leczy.

A ja? Jakas poddenerwowana jestem. Niespokojna wewnetrznie. Tak wiele spraw chcialabym miec za soba. Czasem juz wchodze do tego domu, ktory pozostaje na razie w swerze wyobrazni. Biore prysznic, szykuje kolacje, wlaczam muzyke, wypijam lampke wina. On przychodzi, opieram glowe o jego ramie. Tyle we mnie sprzecznosci. Ani domu, ani tego kogos. Moze to dlatego, ze wkraczam w okres kolejnej siodemki? Pomalu bo pomalu, ale moze?

Szykuje sie pracowity poniedzialek. Musze pojechac do High Wycombe na rozmowe o inszurans. I wrocic tu, by isc na rozmowe na Uniwersytecie. Przeraza mnie to jedynie dlatego, ze do High jest 1,5h autobusem, a ja mam za duzo mysli w glowie i bede z nimi sama.

Od dzis 22 dni do moich wakacji. Jutro kupuje bilet, nastepny, tym razem do Polski. Ciesze sie ze spotkam sie z mama, bo teraz tego potrzebuje. Spotkam sie z kochanym Jerzykiem, moze ktos jeszcze tez znajdzie dla mnie czas, tak jak np. Michal.

Probowalam pisac znow wiersze. Nie idzie mi.

Znow wedrujemy cieplym krajem, malachitowa laka morza…