You are currently browsing the category archive for the 'przepisy kulinarne' category.

Nadchodzi taki moment w zyciu kobiety, ze trzeba upiec pierwszy Sernik. Doi sie krowe, choduje sie ser w skarpecie na strychu (Wybaczcie mam tylko mgliste wspomnienie jak jadlam prawdziwy, domowy, wiejski bialy ser…).  Potem ugniata sie make z jajami, walkuje ciasto na blache i wylewa nan miske sera.

Sama nie wiem, po prostu ochota, resztki (zaczatki?) swiatecznego nastroju, whatever.

Tak czy inaczej ponizej mala historia smacznego sernika:

Do zrobienia spodu potrzeba nam bedzie 250 g maki, 150 g margaryny, pol szklanki cukru, lyzeczka proszku do pieczenia oraz 1 jajko + dwa dodatkowe zoltka. Calosc ugniatamy a nastepnie dobrze zagniecione ciasto rozwalkowujemy i ukladamy dosc duzej, prostokatnej blasze. Osobiscie polecam margaryne wyciagnac wczesniej z lodowki, latwiej potem ugniesc ciasto :)

A teraz masa: mielimy przez maszynke ok 1,5 kg bialego sera (ja uzylam tlustego). Ja oczywscie nie zmielilam, bo skad ja niby mialam wziac maszynke do mielenia? I teraz grudki w ciescie.. ale i tak przepyszne :P

Zmielony ser mieszamy z dwoma smietankowymi budyniami, cukrem waniliowym, szklanka cukru, szklanka mleka, 3/4 szklanki oleju, 2 jajkami i 6 zoltkami. Po dokladnym wymieszaniu (polecam duza miske lub garnek.. strasznie ta masa objetosciowa!) wymiksowac wszystko mikserem (matko wynalazku!) na puszysta mase. Nastepnie wylac ja na przygotowane wczesniej ciasto.

Calosc wstawic na 60 minut do piekarnika ustawionego na 170 stopni.

Ponizej moj Pierwszy Sernik i podziekowania dla pan zamieszczajacych przepisy na www.mojeprzepisy.pl :*

sernik

W 100% handmade.

W 100% delicious.

W 100% fabulous.

Ha ha. Trzeba sobie dogadzac. I w 100% jestem pewna, ze to lepsze, zdrowsze i MNIEJ slodkie, niz to ze sklepu. No i nie sztuczne.

Przepis dla smakoszy:

Co potrzeba?
6 zoltek, cukier, gorzkie kakao, gorzka czekolada, likier Amaretto, kawa, biszkopty(male i okragle), ser Marscapone.

1. Zanim zabierzemy sie do pracy trzeba zapazyc duzy kubek kawy. Kawa moze byc sypana lub rozpuszczalna. Ja zrobilam kawe z 3 lyzeczek kawy rozpuszczalnej. Kubek potem wystawiamy za okno, zeby kawa nam calkowicie wystygla.

2. 6 zoltek miksujemy z 6 czubatymi lyzkami cukru na kogiel – mogiel przez 8 – 10 minut, lub po prostu az zrobi sie prawie bialy i puszysty.

3. Do kogla-mogla dodajemy 50 dag sera MARSCAPONE – ja dalam wiecej, tak 1/4 z pudelka w ktorym bylo 250 dag :) Miksujemy to razem, az calkowicie sie polaczy, ok 3 minut.

4. Jesli kawa wystygla, dodajemy do niej 4-6 lyzek AMARETTO (taki migdalowy alkohol/likier czy jak to tam zwal).

5. Przygotowujemy sobie jakies naczynie na nasze ciacho. Miska na przyklad, ale dno musi byc plaskie!

6. Okragle, male biszkopty namaczamy w kawie z Amaretto, kazdy przez 2-3 sekundy. Nastepnie troche potrzasamy lub odciskamy, jak kto woli, zeby usunac nadmiar plynu. Namoczone biszkopty ukladamy na dnie naczynia/miski.

7. Gdy ulozymy juz scisla warstwe namoczonych biszkoptow, zalewamy je czescia wczesniej zrobionego kremu. Na krem ukladamy kolejna warstwe biszkoptow, potem znow krem itd. az nam sie skonczy krem. UWAGA! Krem ma byc na gorze jako ostatnia warstwa.

8. Calosc posypujemy gorzkim kakao i starta gorzka czekolada.

9. Owijamy nasze naczynie folia spozywcza i wkladamy do lodowki. Na 4 godziny lub cala noc. Polecam osobiscie cala noc! (Ale rozumiem, ze niektorym lakomczuchom moze sie to nie udac! :P )

10. Wstajemy rano, bierzemy lyzke i zagladamy niewinnie do lodowki ;) Mniam!

Ostatniej niedzieli, więc już ze dwa dni temu, powstała pomidorowa. Zupa.

Nie bele jaka zupa, bo pomidorowa. Moja ulubiona.

Na dodatek była pierwsza. Moja pierwsza, własnoręczna. Gęsta, pyszna. Ze śmietaną. Brat zamilkł. Uszy się trzęsły. Pytam, czy smakuje. “Nie przeszkadzaj”. :)

pomidorowa

Lubię właśnie tę zupę. Zwłaszcza gdy jest gęsta. Taka szybka do zrobienia, a wyśmienita. Brzmi banalnie, ale najlepszą robiła babcia Ira i mama. Z kluskami lanymi. Mlask, mlask.

Następna moja będzie z kluskami. Obiecuję to sobie.

Ach, zapomniałabym. Dziękuję Ci Jerzyku, że pilnowałeś zupy, kiedy myłam naczynia. Nic się nie przypaliło. :)

Jerzyku :*